Kolejna niespodzianka.

Decyzja o budowie domu z perspektywy czasu wydaje nam się w tym momencie podjęciem wyzwania gry w rosyjską ruletkę, z tą tylko różnicą, że u nas rewolwer zamiast jednego śmiercionośnego naboju, załadowany ma cały bęben. Z chirurgiczną precyzją zostaliśmy oszukani przez pierwszego Wykonawcę, dzielnie dwa lata toczyliśmy batalie w sądzie, wygraliśmy w końcu żmudny proces, nie wiem czy sporym nadużyciem jest wiara w to, że w postępowaniu komorniczym, odzyskamy chociaż połowę utopionej gotówki. Początkowo odrzuciliśmy propozycję udziału w „TVN Uwaga”, liczyliśmy raczej na angaż w „Odpicowanym mieszkaniu” tymczasem na tym etapie możemy liczyć jedynie na udział w paradokumencie „Dlaczego ja ?”, ewentualnie jeśli nic się nie zmieni w najbliższym czasie może to być też „Lombard – życie pod zastaw”. O ile kiedyś reżysera wszystkich tych produkcji telewizyjnych posądzałam o totalny obłęd, dość wybujałą wyobraźnię i dość krzywdzący obraz gatunku homo sapiens, tak teraz wiem, że Okił Khamidow ma scenariusze gotowe podane na tacy, pisane przez samo kurwa życie, nic tylko kręcić takie historie.

Niezmiennie winszuję sobie poczucia humoru w całym tym szambie.
Górali nie ma na budowie, bank już 5 tydzień rozpatruje naszą prośbę o wypłatę kolejnej transzy, dlatego PAMIĘTAJCIE O TYM !
Że transze mają swój okres przydatności, te pieniądze po 3 miesiącach, jak ich nie wypłacicie to idą w kosz, w piach, w kolejne 500+, trzeba czekać na nowe, świeże, pachnące banknoty.

***

Do brzegu jednak, o tym, że archeolog na naszej działce znalazł jakieś neolityczne skarby pisałam tutaj. Nie spodziewaliśmy się jednak, że nasza okolica obfituje też w żywe archaiczne osobniki…
Ze trzy tygodnie temu, pojechaliśmy z Dzięciołami naszymi na Włości, chcieliśmy sprawdzić jeden skrót do sąsiadów, czy po alkoholu będzie można jakoś na szagę się dostać na czworakach pod drzwi swojego domostwa, czy trzeba będzie drałować asfaltówką, co biorąc pod uwagę natężenie ruchu na pobliskiej drodze groziłoby prędzej czy później śmiercią. Jest skrót, można się będzie bezpiecznie czołgać !

 

– Ej chodź zobacz – woła Paweł spod płotu.

– Co ?

– Żółw chyba tu jest, Oksa wywąchała ! 

–  Weź się – mówię – nie mogę patrzeć na trupy, na zwłoki żółwia, żartujesz, nie chcę tego oglądać –  całkiem serio mówię – jestem nieodporna absolutnie na takie rzeczy. Oczyma wyobraźni widziałam rozkładające się gadzie ciało zamknięte w zielonej skorupie, jakieś pokiereszowane przez rozmaite gryzonie czy ptaki resztki tego biedaka.
– Żywy on jest !

 

Faktycznie, Paweł w jednej ręce trzymał dość sporego kręgowca z rodziny żółwi lądowych, drugą zaś próbował oczyścić biedaka z grubej warstwy ziemi. Gad najprawdopodobniej został wyrzucony lub zwyczajnie komuś uciekłi zimował w naszym rejonie. Dwa dość ciepłe dni w marcu sprawiły, że biedak wylazł z okopów w nadziei, że już jest lato. Gdybyśmy się nie spotkali na tej polnej miedzy, prawdopodobnie Edison by zamarzł kolejnego dnia lub został pożarty przez jakieś inne stworzenia, zamieszkujące naszą działkę.

Nic w naszym życiu, tak uważam od jakiegoś czasu, nie dzieje się bez powodu, żółwia zatem potraktowaliśmy jak dar od losu, jakiś znak, czy inne czarymary, choć potrzebne nam takie zwierzę było jak piąte koło u wozu. Przeważającym argumentem, że gadzina zostanie z nami była taka oto symbolika, że żółw to oznaka uporu i konsekwencji, bogactwa, stabilności i długiego życia, a wszystko to dziejące się przy okazji w żółwim tempie (sic!).

Po wieczornej kąpieli delikwenta przejrzeliśmy cały internet na temat pochodzenia i hodowli żółwi stepowych, cały pulpit do dzisiaj mam
w inspiracjach jak będzie wyglądał letni wybieg i domowe terrarium, wybrałam nawet egzotyczną tapetę.
Niestety.
Po wizycie u weterynarza, specjalizującego się w dziedzinie zajęczaków i gadów w Uniwersyteckim Centrum Medycyny Weterynaryjnej w Poznaniu okazało się, że żółw jest w kiepskim stanie. Cudem przezimował i się wybudził, miał poranione ciałko oraz przerośnięty ząb, który utrudniał mu jedzenie. Diagnostyka i leczenie zapowiadały się dość kosztownie i lekarz polecił nam przetransportowanie go w miejsce, gdzie zajmą się nim kompleksowo, a mianowicie w Fundacji Testudo.
Edison, bo tak ma na imię nasz, już nie nasz żółw pojechał następnego dnia do Lublina, gdzie został poddany szczegółowej diagnostyce. Tam został też Edisonem a nie Emilką, jak chciała nasza Michalina. Oprócz kataru miewa się całkiem nieźle i czeka na adopcję.

*

Z ciekawostek, post ten powstawał blisko trzy tygodnie.
Nie wiem, kto i dlaczego powiedział, że posiadając jedno dziecko, to drugie jest prawie niezauważalne, a trzecie, czwarte i piąte to już w ogóle – inne dzieci – te pierwsze i drugie wychowują te czwarte i piąte i szóste…

Posts created 45

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top